Nazywają mnie tutaj Ear, bo przybyłem ze wschodu. Pojawiłem się w tej osadzie przed trzema wiosnami. Mój koń się ochwacił, okulał i musiałem się z nim pożegnać. Ze sobą miałem tylko łuk, miecz i parę drobiazgów potrzebnych wędrowcowi, w tym bezcenny woreczek soli.
Sól… Trudno
było o nią. Ponoć są krainy, gdzie zbierają ją na brzegu morza. Wtedy ma biały
a czasem różowy kolor. Moja była szara, lekko gorzkawa. Zdobyłem ją od
smolarzy, którzy wypłukują potaż ze zwęglonych pni. Czarni to ludzie i nieprzystępni,
ale woreczek soli dali za wykuty ze stali nóż.