Translate

środa, 16 października 2013

Przybysz / The Newcomer









Nazywają mnie tutaj Ear, bo przybyłem ze wschodu. Pojawiłem się w tej osadzie przed trzema wiosnami. Mój koń się ochwacił, okulał i musiałem się z nim pożegnać. Ze sobą miałem tylko łuk, miecz i parę drobiazgów potrzebnych wędrowcowi, w tym bezcenny woreczek soli.

Sól… Trudno było o nią. Ponoć są krainy, gdzie zbierają ją na brzegu morza. Wtedy ma biały a czasem różowy kolor. Moja była szara, lekko gorzkawa. Zdobyłem ją od smolarzy, którzy wypłukują potaż ze zwęglonych pni. Czarni to ludzie i nieprzystępni, ale woreczek soli dali za wykuty ze stali nóż.


Osada, do której przybyłem pieszo liczy dwa razy po dziesięć chat. Mowa tutejszych ludzi jest twarda ale śpiewna zarazem. Z początku trudno się było dogadać, lecz rozumieli, iż głodnego człowieka godzi się przyjąć, dać jadło i napitek oraz schronienie na noc.
Ich domostwa są solidne, budowane na kamieniu z grubsza ciosanych bali i ogacone mchem. W każdym z nich stoi koło garncarskie a wokół wznoszą się stosy glinianych naczyń. Piękne te garnki, misy i dzbany. Baryłkowate ze smukłą szyją, zdobne skomplikowaną plecionką, a ich kolor zachwyca niezwykłą elegancją. Wszystkie są ciemnoszare, prawie czarne z metalicznym połyskiem.
Później dowiedziałem się, że do gliny dodają sprowadzany z Bohemii grafit.

Trzeci rok tu żyję, języka choć z trudem wyuczyłem się, a i moich gospodarzy ze swą mową obeznałem. Trudnię się polowaniem. Nieraz przynoszę jelenia albo dziką świnię. Dzielimy zwierza wspólnie, za co mam dach nad głową i ciepły ogień. Mam tu też kobietę, na imię jej Erskina co znaczy wysoki klif. Zaiste jest wysoka a oczy ma koloru północnego morza. Przyszła do mnie jednego dnia gdy oprawiałem młodą sarnę. Chciała dostać jej raciczkę. Dostała i została ze mną.
Taki tu obyczaj…

Plemię w którym żyję to Bojowie z narodu Celtów. Konie trzymają piękne i mocne. Sprzedają je Rzymianom, Germanom i komu popadnie. Monety złote, które za nie dostają – zakopują pod progiem domu, uprzednio wsypawszy je do garnca. Na co im one? Nie wiem.

Ród mój, moi bracia za nic mają złoto, chyba że da się wymienić je na oręż. Czekam tu na nich cierpliwie, zwiadowca i szpieg. Przybędą tego lata i wezmą w posiadanie tę osadę, tę ziemię. Dadzą żyjącym tu ludziom nowe życie i nową wiarę. Uczynią ich silnymi.

Jestem Sklavenem!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz