W szufladzie, na samym dnie leżało sobie cicho ogniwo łańcucha. Ktoś kiedyś zdjął je, bo łańcuch, którego był częścią okazał się zbyt długi i schował – a nuż się przyda?
Ogniwo ze
smutku i tęsknoty za innymi ogniwami pokrywało się śniedzią. Lubiło być razem z
nimi, czuć ich dotyk, czuć więź, gdyż taka jest w końcu natura łańcucha.
Pojedyncze ogniwo traci sens istnienia, stąd jego smutek i beznadziejna samotność.