Translate

sobota, 1 marca 2014

Korona / The Crown


New York, New York…
Statki przypływające do Big Apple niezmiennie od ponad stu lat wita potężna Statua stojąca na Wyspie Wolności.
Czterokrotnie mniejszy, taki sam posąg stoi w Paryżu na Wyspie Łabędziej.

Autorem jednej i drugiej jest francuski rzeźbiarz Frédéric Auguste Bartholdi.
Mason.

Już samo to określenie skłania do poszukiwania w jego dziełach ukrytej symboliki, dopisywania historii i fabuł, często z palca wyssanych ale jakże zajmujących! A przecież sztuka bez symboli nie istnieje! Nawet zamalowane jednolicie ultramaryną płótna Yvesa Kleina miały swoje znaczenie i symbolikę.
Pisarze, tacy jak Dan Brown, czy twórcy Skarbu Narodów zdobyli na rozgryzaniu masońskich tajemnic pieniądze i popularność. W miły i łatwostrawny  sposób skomercjalizowali rzeczywiste lub domniemane zagadki.
I świetnie! I tak ma być! Dobra sztuka jest i powinna być inspirująca. Ukryta w niej magia powinna być odsłaniana, interpretowana i ma służyć do powstawania nowej magii.

Modelką pozującą Bartholdiemu do modelowania postaci Statui Wolności była jego metresa. Jednakże artysta nie uznał kochanki za dość godną uwiecznienia rysów jej twarzy. Na płynących Sekwaną, czy zbliżających się do Nowego Jorku spogląda kamienne oblicze matki rzeźbiarza. Hołdując rodzicielce Bertholdi ubrał ją w siedmioramienną koronę, symbolizującą siedem kontynentów.
A może siedem gwiazd w Wielkiej Niedźwiedzicy?
A może siedem lat tłustych i chudych?
A może siedem grzechów głównych?
A może siedem okrążeń wokół Kaaby w Mekce?
A może siedem atrybutów Boga?
A  może…?
A może…?






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz