W Pradze, na
portret Najjaśniejszego Pana Franciszka Józefa pozwalały sobie pszczyć muchy.
Ten wyraz największej, choć zakamuflowanej niechęci do monarchy był niczym
innym jak odwzajemnieniem uczuć cesarza do tego skądinąd pięknego miasta.
Można snuć
przypuszczenia, że niechęć do Pragi spowodowały animozje rodzinne. Na Hradzie
Praskim mieszkał przez 25 lat były cesarz Ferdynand Dobrotliwy, który abdykował
na rzecz Franza Josefa. Dodać trzeba, że Ferdynand uzyskał ten piękny przydomek
ze względu na swoją daleko posuniętą ociężałość umysłową. Może z tego powodu,
młody i rezolutny cesarz Franciszek niechętnie się z nim spotykał i awersja do
stryja przeniosła się na miasto. Może…
A może było
inaczej?
Cesarz FJ
znany był z ogromnej dyscypliny, którą trzymał twardo aż do ostatniego dnia
życia. Wstawał co dzień o piątej rano, wypijał filiżankę kawy zakąszając
miękkim naleśnikiem kaiserschmarrn i brał się do urzędniczej pracy. Lunch od
pierwszej do pierwszej dwadzieścia i znów do roboty. Kolacja z nieodzownym,
mięciutkim tafelspitz o dziewiętnastej. Prędziutko, prędziutko – nie dłużej niż
trzy kwadranse, chwila relaksu, toaleta i przed dziesiątą do łóżka.
I tak, dzień
w dzień!
Objeżdżając
po objęciu tronu swoje włości, z pewnością musiał zawitać, choć na chwilę do
Pragi. Po słabo przespanej nocy (biedak źle sypiał w nie swoim łóżku), zażądał
kawy i naleśnika. Cóż, zdarza się że
kucharz skrewi. Na śniadanko podał Jego Cesarskiej Mości tradycyjne
praskie ciacho – trdlo. Jak sama nazwa wskazuje, z miękkim naleśnikiem
wspólnego nie ma nic. Cesarz czytając pierwszą porcję C. i K. poczty, chwycił łapczywie
kawał trdla i uszkodził sobie cesarsko-królewski ząb. Ból był nie do
zniesienia! Od krzyku Franciszka Józefa wzburzyły się wody Wełtawy. Sam cesarz
wzburzył się nie mniej i od tej pory unikał Pragi jak ognia.
Za cesarskim
przykładem podczas ostatniej wycieczki do Pragi, wielkim łukiem omijaliśmy
stragany z trdlem.
Nazbyt lubimy stolicę bohemiaków, Ahoj!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz