Translate

środa, 9 kwietnia 2014

Mojito


O-ho-ho Sir Francis Drake, hiszpańskiej żądny krwi!

Kto lubi szanty, to zna tę postać, a kto za szantami nie przepada, zawsze ma okazję ją poznać.
Moje spotkanie z kapitanem Drakiem, słynnym szesnastowiecznym korsarzem, który słynął z elegancji i wysokiej kultury podczas bitw, oraz wyjątkowej uprzejmości wobec pojmanych jeńców, miało miejsce w Szwarcwaldzie.

Nie, nie był to wynik upojenia miejscowym sznapsem z dzikich śliwek zwanym wdzięcznie Zibaertle, lecz efekt pomyłki kierowcy busa. Szofer przegapił mój zjazd z autostrady i postanowił zawrócić 40 km dalej. Chyba był wyjątkowym entuzjastą miejscowego krajobrazu (zresztą nie ma się czemu dziwić, gdyż okolica jest przecudowna), bo postanowił powieźć mnie przez wioski i miasteczka wokół Fryburga.

W pewnej chwili znaleźliśmy się w Offenburgu. Oczom moim ukazał się okazały dość pomnik mężczyzny z kartoflem w ręku. Łamaną niemczyzną dopytywałem kim jest ów jegomość dzierżący w garści ten zaskakujący atrybut. Zazwyczaj, uwiecznione postaci trzymają miecze, globusy lub księgi, a tu pyra….
Wtedy kierowca zdumiał mnie jeszcze bardziej: - Das ist Francis Drake! Okazuje się, że nasi praktyczni sąsiedzi postawili mu pomnik z wdzięczności za przywiezienie do Europy kartofelków, dzięki którym przeżyli lata biedy i głodu.

Czy kapitan Drake, sam posilał się bulwami, tego nie wiemy. Historia jednak donosi, że chętnie zażywał pierwowzoru mojito, drinka z rumu, cukru, mięty i limonki.


I z limonki właśnie, Francisowi Drake'owi stawiam pomnik z wdzięczności za rozweselający napój.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz