Translate

sobota, 26 kwietnia 2014

ABSYNT / ABSINTHE


Już niebawem wyruszamy do Paryża! Na myśl o tym, mam ochotę wspiąć się na strych po największą walizę i wrzuciwszy do niej najpotrzebniejsze drobiazgi wybiec na samolot. Łapię się przy tym na myślach o podróży w czasie. Aby tak, jak u Allena cofnąć się o sto lat i wcisnąć rozchybotane krzesło do stolika najwspanialszych malarzy paryskiej bohemy.

Patrzeć, jak na stole pojawia się butelka zielonego absyntu, jak któryś z wielkich wiesza na pustej szklance misternej roboty, dziurkowaną łyżeczkę, kładzie na niej potężny kawał sprasowanego cukru i sączy przez niego powoli lodowatą wodę. Cukier pod jej wpływem rozmięka, topi się i spływa gęstymi kroplami na dno szklanki. Jeszcze jeden chlust wody i podzwaniające mieszanie resztek kryształków, aż do całkowitej klarowności.

Potem, powoli, bez pośpiechu, po brzegu szklanki leje zielony alkohol który mieszając się z syropem, mętnieje i zaczyna opalizować. Jeszcze tylko zbliżyć do brzegu szklanki płonącą zapałkę i zachwycić się przez moment błękitną flarą unoszącą słodkawy zapach anyżu.

Wreszcie pierwszy łyk i pierwsze zaskoczenie. Gorycz przełamana słodyczą cukru orzeźwia i rozjaśnia umysł. A po trzeciej szklaneczce błękitna flara płonie wewnątrz głowy.

- Jakiegoż pięknego syfa złapałem, przyjacielu. Wszystko wokół mnie lśni, latarnie gazowe świecą niczym miniaturowe słońca. Świat jest cały rozedrgany i złożony z barwnych plam… Jakże inny, jakże piękniejszy od tego jakim go widziałem zanim ogarnęła mnie choroba… Jutro, jutro go namaluję…

… Wizytę w Paryżu zaczynamy od d’Orsay!







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz