Pamiętacie ze szkolnych czasów lekcje biologii?
Nudnawe wkuwanie systematyki pierwotniaków i rysowanie pantofelka miało swoje fascynujące intermezzo w postaci obserwacji mikroskopowych. Nagle odkrywaliśmy świat, który choć jest niewidoczny – istnieje wokół nas.
Ta fascynacja miniaturowymi żyjątkami, czy strukturą włosa towarzyszy ludzkości wcale nie tak długo, bo od końcówki XVII wieku!
Wynalazcą mikroskopu był holenderski kupiec bławatny Antoni van Leeuwenhoek. Aby badać jakość dostarczanego sukna, skonstruował proste urządzenie optyczne. Obserwując plątaninę włókienek dostrzegł jaja moli żerujących na tkaninie, drobiny naskórka robotników produkujących materiał i komórki drożdży z piwa, które rozlał nieuważny subiekt.
Nagle obudziła się w nim pasja naukowa! Budował coraz lepsze mikroskopy i dokonywał coraz więcej odkryć: plankton żyjący w pobliskim kanale, składniki własnej krwi rozmazanej z poświęceniem na kawałku szkła, jaja much złożone na steku, czym obalił teorię samorództwa i wiele, wiele innych. Zasłużył sobie na miano uczonego, członkostwo w Royal Society oraz na planetoidę swojego imienia.
Niewielu pamięta nazwisko Leeuwenhoeka, więc nie można się dziwić, że w mrokach historii zaginęło nazwisko jego studenta - Jana Hama. A szkoda, a nie słusznie, gdyż młodzieniec dokonał po stokroć ważniejszego odkrycia – ludzkiego plemnika. Stare księgi nie wspominają o kim fantazjował w trakcie pobierania materiału do badań…
Dla młodych studentów, biologia jest nie tylko fascynująca, ale jak się okazuje, bywa również podniecająca.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz