Rozłożysty tamaryszek rzucał gęsty cień na głowę Pitagorasa. Wielka to była głowa i dostojna, więc drzewo z szacunkiem chroniło ją i chłodziło.
Mędrzec
odpoczywał po uroczystości swoich setnych urodzin. Jego uczniowie stawili się
poprzedniego dnia niezwykle licznie, reprezentując aż cztery pokolenia. Ach
jakże hucznie fetowano!
Tego poranka
głowa nieco ciążyła Pitagorasowi i chętnie napiłby się zimnego koziego mleka
ale jego troskliwa służąca podała jedynie napar z tymianku i rozmarynu. Wielki
filozof sączył więc posłusznie gorzki płyn z glinianej czarki i wpatrywał się
tempo w skraj swojej chlamidy. Pomimo dostojeństwa i uznanej pozycji Pitagoras
ubierał się dość skromnie, choć trzeba powiedzieć – gustownie. Jego szaty
zawsze były śnieżnobiałe, ozdobione dyskretnym, tradycyjnym haftem…
Dzisiejszy
ubiór wykończony był na skraju wzorem w kształcie meandra. Linie łamane pod
kątem prostym tworzyły kwadraty – mniejsze i większe. Szata ułożyła się tak, że
trzy kwadraty połączyły się narożnikami budując swoimi bokami trójkąt…
Wielki
matematyk nigdy nie spoczywa, nigdy nie przestaje liczyć i analizować. Więc jak
się już domyślacie Pitagoras wymyślił doskonale znane Wam twierdzenie
Pitagorasa.
Imprezowanie
bywa twórcze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz