Prawie wszystkie bajki i opowieści kończą się tradycyjnym stwierdzeniem: - żyli długo i szczęśliwie!
Są jednak
takie, których story urywa się jakby w połowie, w najmniej oczekiwanym
momencie. Do tej nielicznej grupy przynależy znany wszystkim od dziecka „Czerwony
Kapturek”.
Dlaczego?
Odpowiedź na
to pytanie nie jest prosta, ale puśćmy wodze fantazji i znajdźmy przyczynę.
Im dłużej o
tym rozmyślam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że Czerwony Kapturek był
dziewczynką o, mówiąc delikatnie – zaniżonym IQ. Wskazują na to następujące
trzy fakty:
- Po
pierwsze - imienia i nazwiska dziewczynki nie znamy, zatem należy przypuszczać,
że jej rodzice tak się wstydzili opóźnionego w rozwoju dziecka, że skrzętnie je
ukryli pod nic nie mówiącym pseudonimem.
- Po drugie
– kto, będąc przy zdrowych zmysłach idąc samotnie przez las z butelką wina w
koszyczku, doniósłby ją nienaruszoną na miejsce przeznaczenia?
- I wreszcie
po trzecie – dziewczynka wpada do chatki babci, widzi wilka i pyta go: skąd
masz BABCIU takie duże oczy?
Wszystko
wskazuje na to, że Czerwony Kapturek inteligencją nie grzeszył…
Skoro tak
było, a autor bajki uczciwie nie napisał „żyła długo i szczęśliwie”, należy
podejrzewać, że żyła krótko! Śmierć nie nawiedza powszechnie małych
dziewczynek, czyli musiało dojść do nieszczęśliwego wypadku. Stawiam na
zatrucie. Pokus w lesie wiele, muchomorki, wilcze jagódki i wiele innych
ziółek. Nie ma przesłanek aby zakładać skrajny debilizm Czerwonego Kapturka i
podejrzewać zjedzenie przez niego muchomora, bo świadomość o jego niezdrowych
właściwościach jest powszechna, sądzę raczej, że przyczyną tak raptownego
zakończenia bajki było zjedzenie owoców trzmieliny.
Trzmielina,
drzewko niepozorne – rodzi przecudnej urody czerwono – czarne owocki. Wystarczy
ich 35 aby zwalić z nóg rosłego chłopa, a skoro dziewczynka nie ważyła nawet
jego ćwierci to po 10 musiała zobaczyć jasne światełko w tunelu i jej jaźń
odeszła na wieczne łowy.
Nie wszystko
co ładne, służy długiemu i szczęśliwemu życiu!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz