Słabe światło dnia dalekiej północy nie dawało ciepła. Pomimo tego mężczyzna rozebrał się do pasa i kopał szpadlem w na wpół zamarzniętej ziemi. Umięśniony tors połyskiwał od potu. Spod zmarzliny wyłaniał się ogromny, ponad trzymetrowy cios mamuta.
Zwierzę
padło dawno, dawno temu. Tak dawno, że nikt z żyjących nie pamiętał jak
wyglądało, nawet najstarsi szamani, przekazujący sobie najtajniejszą wiedzę
przez całe pokolenia nie potrafili go opisać.
Witalij
widział już wiele odkopanych szkieletów, a raz nawet wydobył zamarzniętą
padlinę, przypominała słonia, którego fotografie oglądał w szkolnym
podręczniku.
Do jego
północnej krainy przybywali czasami ludzie z dalekiego miasta. Mówili o sobie,
że są badaczami i naukowcami. Wycinali całe fragmenty z mamucich zwłok i
ponownie je zamrażali w ciekłym azocie. Ich ekscytacji każdym kawałeczkiem
żywej niegdyś tkanki, Witalij zupełnie nie rozumiał. Mięso miało znaczenie, o
ile dało się je zjeść!
Jeszcze
chwila wysiłku i ogromny mamuci cios opadł swobodnie na wilgotne podłoże. Nie
był zanadto ciężki, ważył około 60 kilogramów. Dla Witalija, ulokowanie go
bezpiecznie na pokrywie łazika nie sprawiało najmniejszego problemu. Na dziś
wystarczy. Jutro załaduje półciężarówkę i przyczepę dwiema tonami wydobytych w
ten sam sposób kłów i ruszy na południe. To był dobry sezon! Odkąd ludzie z ONZ
postanowili chronić słonie i zakazali pod ogromnymi karami handlu kością
słoniową, Świat, a zwłaszcza Chińczycy pokochali kość mamucią, odkrywając w jej
lekkim błękitnym żyłkowaniu, prześwitującym przez żółtawą biel nadzwyczajne
piękno.
Za surowiec
– mamucie ciosy płacili fortunę. Dwie tony ciosów zebrane przez Witalija mogły
zostać kupione za bez mała milion dolarów! Zdolne ręce chińskich artystów i
rzemieślników zamienią szarą kość w świetliste cudeńka, ozdoby, biżuterię,
inkrustacje, a wtedy stanie się ona bezcenna! Swoją barwą, gładkością,
połyskiem i teksturą będzie cieszyć oczy i dotyk wielu następnych ludzkich
generacji.
W Witaliju
zakiełkowało, podobne uczucie, czy raczej jego początek i nagle dotarło do
niego że warto było się trudzić i nadstawiać śmierci karku przez całe zimne,
północne lato. Nie z powodu marnego miliona zielonych banknotów ale dla
rodzącego się dzięki niemu piękna.
Wciągnął w
płuca mroźne już o tej porze dnia powietrze i zaczął śpiewać radosną pieśń, ku
chwale duchom zmarłych przed tysiącami lat olbrzymów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz