Przed oczyma stoi mi scena z filmu Czarny Łabędź, w której przez skórę Natalie Portmann przebijają się szypułki piór. W cierpieniu przeradza się w ptaka i tańczy na scenie okryta czarnym płaszczem, broczy krwią, aż w końcu umiera wobec owacji stojącej publiczności.
Artysta
oddaje widzom swoją duszę i swoje ciało. Istotą jego życia jest sztuka, jest
występ, jest tworzenie.
Jako
człowiek, artysta sprawdza się różnie. Może być potworem jak Klaus Kinsky,
szaleńcem jak Vincent van Gogh czy samotnym geniuszem w rodzaju wielkiego
Leonarda… Jednakże, sprawia że się wzruszamy, że podziwiając jego dzieło
stajemy się inni, lepsi.
Patrzymy jak
własną krwią znaczy scenę i w niemym krzyku odchodzi.
Czarne
łabędzie zapadają w pamięć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz