Był kwiecień roku 1913. W Paryżu o tej porze roku zapach wiosny jest tak silny, że tylko aromat świeżo wypieczonych bagietek tłumi go na chwilę. Przy małym stoliku kawiarnianym postawionym wprost na chodniku spotkały się dwie tęgie głowy: Max Planck i Albert Einstein.
Planck
maczając croissanta w filiżance z białą kawą pochylił swoje wysokie czoło, w
którym wiosenne słoneczko radośnie się odbiło i spojrzał na Einsteina spod drucianych
okularów.
- Albercie…
- Taaak?
- Czy nie
jesteś aby nadto zmęczony tymi ciągłymi podróżami i zamianami jednych
uniwersytetów na następne?
Faktem jest,
że w ciągu ostatnich lat uczony wciąż się przenosił z Berna do Zurychu, z
Zurychu do Pragi, z Pragi do Utrechtu, zajęty nauczaniem, wykładami,
egzaminami…
Ach ci
studenci!
Marzył o
wytchnieniu, przerwie, czasie który mógłby poświęcić na rozmyślania. Miał dość!
- Profesorze
Planck, czy byłoby to nazbyt niegrzeczne jeśli zaproponowałbym Panu małą przechadzkę?
Max Planck
utykał nieco na prawą nogę doznawszy nieznacznej kontuzji podczas spaceru po
paryskich trotuarach.
- ależ nie,
skądże. Przejdźmy się. Może w stronę wieży Eiffla?
- doskonale!
– odparł Einstein
I poszli. A
gdy już doszli, nagle w Alberta Einsteina coś wstąpiło.
- Wejdźmy
tam, albo jeszcze lepiej wjedźmy windą. Ponad tłumem znajdę chwilę spokoju dla
swojej skołatanej głowy.
- Wybacz
Albercie, mam kłopoty z okiełznaniem przestrzeni, posiedzę sobie tutaj – na
dole, wypiję kolejną kawę, ale ty przyjacielu jedź, odetchnij.
- Zatem
dobrze. Umówmy się, że wrócę za godzinę…
I tutaj
zdarzyła się rzecz niezwykła dla zwyczajnych ludzi – uczeni wyciągnęli swoje super
dokładne chronometry i wyregulowali ich bieg co do sekundy. Tak, tak – co do sekundy
i jak istotne to było dla całej ludzkości, za chwilę się okaże.
Po powrocie
na ziemię z wieży Eiffla, Max Planck i Albert Einstein spojrzeli na zegarki.
-
Profesorze, odnoszę wrażenie, że Pański chronometr spóźnia się o półtorej
sekundy. – powiedział Albert
- niemożliwe
– zaoponował Planck – to Pański, Albercie raczej się spieszy!
-
niemożliwe! Stanowczo zaprzeczył Einstein.
Sprzeczka
naukowców jest czymś innym niż kłótnia w kolejce do rzeźnika. W jej wyniku
Einstein raz jeszcze na godzinę pojechał windą na szczyt wieży, zaopatrzony tym
razem w zegarek Plancka, swój pozostawiając w rękach swojego adwersarza.
Pomiary przeprowadzone po powrocie wykazały, że tym razem zegarek Einsteina
miał półtorej sekundy opóźnienia…
Czyżby czas
płynął wolniej na powierzchni ziemi? Czy winę ponosi za to grawitacja, która tym
bardziej oddziałuje na przedmioty im bliżej jej centrum się znajdą? Czy
grawitacja, zatem wpływa na bieg czasu?
Kontynuacja badań została przeniesiona do
Berlina, gdzie Albert Einstein został profesorem, ale nie musiał już uczyć
studentów i mógł robić to co lubił najbardziej – myśleć! Po dwóch latach na
świat przyszła „Teoria względności” a w kilka lat po tym nagroda Nobla.
Dlatego
warto mieć dobry zegarek!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz