Translate

sobota, 11 stycznia 2014

Żmij Ogienny / The Flame's Viper


Rzymskie centurie stanęły nad rzeką, ale przekroczyć jej nie śmią! Po tej stronie, ziemia należy do nas. Tutaj nad Dunajem panowanie nasze się zaczyna, lecz to początek dopiero. Wiele dni jechać trzeba na północ, aż dotrze się do zimnego morza, płaczącego zastygłą żywicą – tam na wschód się obróciwszy, nową możesz podróż zacząć i dopiero po wielu miesiącach, gdzieś w stepie za Żmijowymi Wałami spotkasz ludzi inną się mową porozumiewających.


Nie mamy żadnego władcy nad sobą, ni króla ni imperatora. Najważniejsi wśród nas, Sklawinów są żercy, którzy ofiary bogom składają. Perunowi, Welesowi, Żmijowi, to co im się należy, znaczy trzeby, albo obiaty albo żertwy. Nasze małe domowe skrzaty, dobre duchy w drzewach i gajach mieszkające, sami co dzień karmimy, ich przychylność i opiekę sobie zapewniając.

Razu pewnego zbrojni Romanowie przekroczyli granice i spalili pierwsze napotkane opole. Pohańbili kobiety i wyrżnęli w pień wszystkich mężów, choć ci godnie się bronili, a władykę opolnego Warcisława na krzyżu rozpięli. Wszyscy ducha oddali i stanęli pośród innych przodków naszych w Wyraju.

Ruszyła centuria rzymska dalej na północ ku Kaliszowi. Cezar tak w jantarze się rozmiłował, że zapragnął w swe posiadanie nasze ziemie wziąć. Zdawało mu się, że jako w Germanii i Brytanii zwycięstwo krwawe łacno mu przyjdzie, lecz lud nasz liczniejszy jest! Z razu nawet zdobyli jedną, czy drugą osadę ale wici szybko rozesłano i wieść o najeździe dotarła do potężnego żercy Draka, który na Wawelu wielkiemu Żmijowi obiaty składał i Jego świętego ognia doglądał.

Poszedł tedy Drak do pieczary Żmija i przez tydzień z okładem z niej nie wychodził. Naparu z grzybów – biesów zażywał jeno, aby z bóstwem w jedną jaźń się zlać. Lud czekał i czekał, aż w końcu wyszedł nasz żerca ze Żmijowym przesłaniem.

- Ja Żmij Ogienny nakazuję Wam ziemi świętej, sklawińskiej bronić. Zwołajcie wojów waszych po stepach. Niech staną w gromadzie. Każdemu ogień mój Żmijowy dajcie i nocami niech jeden za drugim idą między lasami i bagnami, pochodnie paląc i kreśląc nimi znak mój święty – węża wijącego.
Kogo obcego spotkają, niech zaraz go ogniem otoczą i krew jego przeleją tak aby w ziemię weszła na żertwę dla mnie.

Poszły więc zastępy wojów na centurie rzymskie. W milczeniu i ciemnościach. Światła pochodni wiły się nad nimi pośród stepu jako żywo węża ognistego przypominając. Gdy pośród nocy obaczyli legioniści rzymscy święte, płomienne znaki, przelękli się i popłoch nastąpił. Ni mieczy, ni tarczy odnaleźć nie umieli. Szeregu bojowego złożyć nie potrafili.
Wpadli między nich wojowie i jako bydło pośród krzyków i lamentów wyrżnęli.

Wsiąkła krew rzymska w ziemię naszą, Żmija Ogiennego żywiąc. Cezar rozpowiadać o tym zakazał, kronikarzy swoich przestrzegł, że który choćby słowo o tej klęsce zapisze to na arenie pośród lwów dzikich żywota dokona. Ale od tych pór, granicy na Dunaju nie ważył się przekroczyć.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz