Rzymskie
centurie stanęły nad rzeką, ale przekroczyć jej nie śmią! Po tej stronie,
ziemia należy do nas. Tutaj nad Dunajem panowanie nasze się zaczyna, lecz to
początek dopiero. Wiele dni jechać trzeba na północ, aż dotrze się do zimnego
morza, płaczącego zastygłą żywicą – tam na wschód się obróciwszy, nową możesz
podróż zacząć i dopiero po wielu miesiącach, gdzieś w stepie za Żmijowymi
Wałami spotkasz ludzi inną się mową porozumiewających.
Nie mamy
żadnego władcy nad sobą, ni króla ni imperatora. Najważniejsi wśród nas,
Sklawinów są żercy, którzy ofiary bogom składają. Perunowi, Welesowi, Żmijowi,
to co im się należy, znaczy trzeby, albo obiaty albo żertwy. Nasze małe domowe
skrzaty, dobre duchy w drzewach i gajach mieszkające, sami co dzień karmimy,
ich przychylność i opiekę sobie zapewniając.
Razu pewnego
zbrojni Romanowie przekroczyli granice i spalili pierwsze napotkane opole.
Pohańbili kobiety i wyrżnęli w pień wszystkich mężów, choć ci godnie się
bronili, a władykę opolnego Warcisława na krzyżu rozpięli. Wszyscy ducha oddali
i stanęli pośród innych przodków naszych w Wyraju.
Ruszyła
centuria rzymska dalej na północ ku Kaliszowi. Cezar tak w jantarze się
rozmiłował, że zapragnął w swe posiadanie nasze ziemie wziąć. Zdawało mu się,
że jako w Germanii i Brytanii zwycięstwo krwawe łacno mu przyjdzie, lecz lud
nasz liczniejszy jest! Z razu nawet zdobyli jedną, czy drugą osadę ale wici
szybko rozesłano i wieść o najeździe dotarła do potężnego żercy Draka, który na
Wawelu wielkiemu Żmijowi obiaty składał i Jego świętego ognia doglądał.
Poszedł tedy
Drak do pieczary Żmija i przez tydzień z okładem z niej nie wychodził. Naparu z
grzybów – biesów zażywał jeno, aby z bóstwem w jedną jaźń się zlać. Lud czekał
i czekał, aż w końcu wyszedł nasz żerca ze Żmijowym przesłaniem.
- Ja Żmij
Ogienny nakazuję Wam ziemi świętej, sklawińskiej bronić. Zwołajcie wojów
waszych po stepach. Niech staną w gromadzie. Każdemu ogień mój Żmijowy dajcie i
nocami niech jeden za drugim idą między lasami i bagnami, pochodnie paląc i
kreśląc nimi znak mój święty – węża wijącego.
Kogo obcego
spotkają, niech zaraz go ogniem otoczą i krew jego przeleją tak aby w ziemię
weszła na żertwę dla mnie.
Poszły więc
zastępy wojów na centurie rzymskie. W milczeniu i ciemnościach. Światła pochodni
wiły się nad nimi pośród stepu jako żywo węża ognistego przypominając. Gdy
pośród nocy obaczyli legioniści rzymscy święte, płomienne znaki, przelękli się
i popłoch nastąpił. Ni mieczy, ni tarczy odnaleźć nie umieli. Szeregu bojowego
złożyć nie potrafili.
Wpadli
między nich wojowie i jako bydło pośród krzyków i lamentów wyrżnęli.
Wsiąkła krew
rzymska w ziemię naszą, Żmija Ogiennego żywiąc. Cezar rozpowiadać o tym
zakazał, kronikarzy swoich przestrzegł, że który choćby słowo o tej klęsce
zapisze to na arenie pośród lwów dzikich żywota dokona. Ale od tych pór,
granicy na Dunaju nie ważył się przekroczyć.
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz