Niejaki
Wolter w jednym sponad 23.000 swoich listów napisał, że „tylko eksperyment nosi
stygmat wieczności”. Coś w tym jest. Zwłaszcza, że opis pierwszego eksperymentu
p.t. Co-zrobi-Abraham-gdy-go-poproszę-o-złożenie-syna-w-ofierze?, znany jest
każdemu człowiekowi z kręgu kultury zachodu i orientu.
Nieco
zabawne wydaje się, że Wolter kwestionował autentyzm tekstu Genesis i uważał go
za hellenistyczne fałszerstwo. Mniej zabawne było jego uwielbienie dla
Katarzyny II i pełne poparcie dla rozbiorów.
Powróćmy
jednak do zagadnienia eksperymentu. Niebawem (umownie „niebawem”, bo faktycznie
to za 13 lat) minie 100 lat od rozpoczęcia trwającego do dziś doświadczenia z
kapiącą smołą. Jego celem było udowodnienie studentom, że pak – pozostałość po
destylacji smoły, który można roztłuc niczym porcelanę jest w istocie cieczą.
Już pierwsza kropla przekonała niedowiarków o słuszności tezy.
Skąd zatem
pomysł aby kapać i kapać bez końca?
Ktoś pomyśli
o Wolterze, ktoś o kolejnych pokoleniach studentów, którym niezmiennie trzeba
dowodzić oczywistego. Naprawdę jednak chodziło o nagrodę Nobla. Prowadzący go
John Mainstone wprawdzie go nie otrzymał, ale w 2005 uznano, że zasłużył na Ig
Nobla – nagrodę dla największych ignorantów naukowych.
I jak się
Pan czuje Wolter, w wieczności, w której nagradza się ignorantów?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz