Japońskie
lato jest nieznośnie gorące, wilgotne i pełne wachlarzy. Niczym barwne motyle,
trzepoczące skrzydłami unoszą się nad ulicami miast. Błogo…
Kto myśli,
że piękny widok jest obrazem sielanki ten myli się okrutnie!
Pod świętą
górą Fuji-san, leży w cichej kotlinie starodawne miasto Kofu, a w nim stoi
pomnik Takedy Shingena. Był on wielkim
wodzem, dzielnym żołnierzem, a w końcu pobożnym mnichem buddyjskim. Sposób w jaki
rządził swoją prowincją dał podstawy do budowy współczesnej Japonii.
Postać na
pomniku przedstawia w pełni uzbrojonego samuraja, który dzierży w ręce
przedziwne akcesorium. Coś, co wygląda jak rakietka do ping-ponga jest w
istocie wachlarzem gunbai. Czy wódz się chłodzi? W gorące dni, pewne tak, lecz
ten rodzaj wachlarza jest narzędziem bojowym, którym można odeprzeć atak
mieczem, ochronić przed strzałą, a nawet odciąć głowę przeciwnika. Wodzowi służył także jako sygnalizator wydawanych rozkazów. Legenda mówi, że Takeda Shingen
uratował w walce swoje życie, będąc wyposażonym jedynie w gunbai.
Japońskie
ulice latem, pełne są plastikowych, tandetnych gunbai – paletek na cienkim
patyku. Lecz czasem przefrunie ten najpiękniejszy, jedwabny - kami-ogi.
Jakby ktoś
pytał, to jego bojowy – samurajski odpowiednik także istnieje. Zwie się tessen,
a sztuka walki z jego wykorzystaniem to tessenjitsu…
Nie ma mowy
o sielance.
Ach ci
Japończycy!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz