Translate

piątek, 30 sierpnia 2013

10.000 lat p.n.e / 10.000 years B.C.


Jakieś 10 tysięcy lat przed naszą erą, w czasach gdy ludzie ubierali się na co dzień w skóry i jedząc krwiste befsztyki nie ryzykowali, że pod ich oknem stanie pikieta wielbicieli wege-burgerów, zdarzyła się owa historia, która – jak się okazało później – była wydarzeniem epokowym. I to dosłownie, gdyż ludzkość dźwignęła się z jednej, bardziej prymitywnej epoki, do drugiej, bliższej naszej współczesnej cywilizacji.
A było to tak…


Przed jaskinią siedział mężczyzna. W jego długich skołtunionych włosach tkwiły źdźbła trawy i jakieś liście. Ciało, pociemniałe i pokryte licznymi śladami po walkach i polowaniach, otulone było w coś na kształt tuniki uszytej ze skóry pokonanego onegdaj niedźwiedzia.
Ranek był chłodny. Jeszcze słońce dobrze nie wzeszło i rosa wielkimi kroplami perliła się na każdej gałązce pobliskich zarośli.
Mężczyzna ważył w dłoni kawałek krzemienia, który wczoraj przypadkowo wykopał w swojej jaskini.
Dobry był, kształtny. W sam raz na topór albo pięściak do oprawiania zwierzyny. Gdyby go trochę obłupać z jednej strony nabrałby niemal doskonałej formy, a z wiórów można by zrobić wiele grotów to strzał…
Wtem u wyjścia groty pojawiła się kobieta. Jakże piękna była o poranku! Włosy długie i proste, lśniły w słońcu po niedawnym czesaniu kościanym grzebieniem. Zgrabna sylwetka, smagła cera, której blask podkreślała cieniutka warstewka wtartego przed momentem wosku leśnych pszczół. I jej zapach...
Nasz jaskiniowiec patrzył na nią zauroczony i z pewnym pożądaniem. W końcu był prawdziwym mężczyzną, przedłużeniem gatunku! Nieco nerwowo zaczął pocierać krzemieniem o chropowate, skalne podłoże. Im dłużej na nią patrzył, tym mocniej i szybciej tarł i tarł.
Nagle spostrzegł, że od tego ruchu krzemień stał się gładki i obły, niemal przezroczysty. Jego krawędzie były równe i ostre. Zdał sobie sprawę, że przypadkowo odkrył coś nowego, coś co z całą pewnością ułatwi im życie. Od tej pory cięcie twardych skór, rąbanie pni na ognisko stanie się dziecinnie proste.
Z dumą podniósł wygładzony kamień i pokazał go kobiecie.
A ona?
Ona, wzięła go w swoje szczupłe palce, patrzyła przez niego pod słońce, gładziła błyszczącą powierzchnię. Po czym wyjęła skądś kawałek długiego rzemienia, zgrabnym ruchem oplotła kamień kunsztowną koronką i zawiesiła go sobie na szyi…
Mężczyzna, zaskoczony nieco takim potraktowaniem doniosłego wynalazku, mimo wszystko spojrzał na nią z uwielbieniem. Wydała mu się jeszcze piękniejsza, gdyż krzemień wyczarował na jej twarzy najcudowniejszy uśmiech, taki jakiego dotychczas nie widział.

Rozwój cywilizacyjny ma jednak swój urok!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz