Jakieś 10 tysięcy lat przed naszą erą, w czasach gdy ludzie ubierali się na co dzień w skóry i jedząc krwiste befsztyki nie ryzykowali, że pod ich oknem stanie pikieta wielbicieli wege-burgerów, zdarzyła się owa historia, która – jak się okazało później – była wydarzeniem epokowym. I to dosłownie, gdyż ludzkość dźwignęła się z jednej, bardziej prymitywnej epoki, do drugiej, bliższej naszej współczesnej cywilizacji.
Przed
jaskinią siedział mężczyzna. W jego długich skołtunionych włosach tkwiły źdźbła
trawy i jakieś liście. Ciało, pociemniałe i pokryte licznymi śladami po walkach
i polowaniach, otulone było w coś na kształt tuniki uszytej ze skóry pokonanego
onegdaj niedźwiedzia.
Ranek był
chłodny. Jeszcze słońce dobrze nie wzeszło i rosa wielkimi kroplami perliła się
na każdej gałązce pobliskich zarośli.
Mężczyzna
ważył w dłoni kawałek krzemienia, który wczoraj przypadkowo wykopał w swojej
jaskini.
Dobry był,
kształtny. W sam raz na topór albo pięściak do oprawiania zwierzyny. Gdyby go
trochę obłupać z jednej strony nabrałby niemal doskonałej formy, a z wiórów
można by zrobić wiele grotów to strzał…
Wtem u
wyjścia groty pojawiła się kobieta. Jakże piękna była o poranku! Włosy długie i
proste, lśniły w słońcu po niedawnym czesaniu kościanym grzebieniem. Zgrabna
sylwetka, smagła cera, której blask podkreślała cieniutka warstewka wtartego
przed momentem wosku leśnych pszczół. I jej zapach...
Nasz
jaskiniowiec patrzył na nią zauroczony i z pewnym pożądaniem. W końcu był
prawdziwym mężczyzną, przedłużeniem gatunku! Nieco nerwowo zaczął pocierać
krzemieniem o chropowate, skalne podłoże. Im dłużej na nią patrzył, tym mocniej
i szybciej tarł i tarł.
Nagle
spostrzegł, że od tego ruchu krzemień stał się gładki i obły, niemal
przezroczysty. Jego krawędzie były równe i ostre. Zdał sobie sprawę, że przypadkowo
odkrył coś nowego, coś co z całą pewnością ułatwi im życie. Od tej pory cięcie
twardych skór, rąbanie pni na ognisko stanie się dziecinnie proste.
Z dumą
podniósł wygładzony kamień i pokazał go kobiecie.
A ona?
Ona, wzięła
go w swoje szczupłe palce, patrzyła przez niego pod słońce, gładziła błyszczącą
powierzchnię. Po czym wyjęła skądś kawałek długiego rzemienia, zgrabnym ruchem
oplotła kamień kunsztowną koronką i zawiesiła go sobie na szyi…
Mężczyzna, zaskoczony
nieco takim potraktowaniem doniosłego wynalazku, mimo wszystko spojrzał na nią
z uwielbieniem. Wydała mu się jeszcze piękniejsza, gdyż krzemień wyczarował na
jej twarzy najcudowniejszy uśmiech, taki jakiego dotychczas nie widział.
Rozwój
cywilizacyjny ma jednak swój urok!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz