Translate

poniedziałek, 11 listopada 2013

Siatka Kartezjusza / The Cartesian Grid



Klimat szwedzki nie służy mi wielce. Pora zimowa sroga i ciemna, że światła choćby za dnia nie uświadczysz. Krystyna z Bożej łaski królowa Szwecji na piątą godzinę rano wyznaczyła mi na naszych dysputach przebywanie. W zasadzie jest to za jedno - piąta, czy dziewiąta bo światło o tej porze roku jedynie ze świec pochodzi.



Latem zaprosiła mnie na dwór królewski tymi słowy:
- Imć Panie Kartezjuszu, zechciej Waćpan zawitać do Sztokholmu na nasz dwór, aby lekcji mi dawać z filozofii i matematyki. Pensję Waszmość pobierać będziesz w złocie, a nasz podkomorzy z Waszmość Panem ustali warunki kwatery.
Dłoń swą podała jakby do ucałowania, sięgnąłem więc po nią nieśmiało lecz ona moją chwyciwszy, ścisnęła tak mocno jak mąż niejeden by nie umiał. Dwie niedziele paraliż mnie trzymał i mrowienie w końcach palców czułem.
Niezwyczajna jest to kobieta, która rozumem i gustami króla bardziej niż królową przypomina. Lico jej choć młode, wielkiej powagi i dostojeństwa jest pełne, a oczy jej czarne tylko na widok pięknej służki się rozjaśniają. Wzrok jej podąża za gibką kibicią dziewczęcia i na moment jakby w przestrzeni zawisa.
Od września, co dzień o piątej o poranku Królowa Krystyna wita mnie w bibliotece i godzinę, dwie zanim jej monarsze obowiązki od nauki jej nie oderwą wsłuchuje się w moje wykłady. Najwięcej ją teraz interesuje wymyślona przeze mnie siatka, za pomocą której położenie każdego punktu w przestrzeni przedstawić można. Słucha i palcem przy tym wodzi po haftowanej narzucie, która wzór siatkowany, czarno-biały niczym układ współrzędnych przypomina.
Tak miesięcy sześć minęło na wykładach i dysputach i zaprawdę mędrca w Krystynie poznałem wielkiego…
W zeszły wtorek, zajęcie nasze odwołać musiałem albowiem gorączka mnie dopadła, zrazu niegroźna lecz królewski medyk zbić jej nie umiał. Prawi, że nawykłem zanadto do ciepła i dnia długiego więc świec przynieść i pnie wielkie do komina nawrzucać kazał. Wszystko to na nic.

Płuca me powietrza nie chwytają i oddech mi zamiera. Przeklęty klimat, przeklęte zimno, przeklęta ciemność. Gorączka mnie pali, lecz wszakże niebawem ciało me do cna wystygnie. Teraz w śmierci godzinie nie żałuję niczego, nawet mego życie skracającego przyjazdu do Sztokholmu, gdyż dane mi było poznać kobietę, która dziś widzę to jasno spocznie kiedyś pomiędzy papieżami… 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz