Mówi się o kimś, że ma dobre lub złe geny. Rozumiemy przez to, że jego zachowanie, skłonności, zdrowie i inne cechy zostały w jakiś szczególny sposób określone i zapisane. Czyli ktoś rodzi się łobuzem albo aniołem i nic z tym się zrobić nie da, bo tak ma i już!
Jak się ktoś z tym zgadza, to jego sprawa. Mnie takie
nowoczesne porzekadła całkowicie nie przekonują. Bo czymże jest taki gen?
Niczym innym jak tylko zakodowanym językiem, który opisuje jakiego koloru mamy
oczy, czy nasze uszy są odstające, oraz że nasze serce ma się znajdować po
lewej stronie.
Lat temu 20, szacowny komitet noblowski wyróżnił nagrodą
Phillipa Sharpa i Richarda Robertsa za odkrycie subtelnej struktury genów.
Okazuje się, że informacja o budowie każdego organizmu, czyli także o naszym
nosie, włosach itd. zawarta jest w małych pakiecikach zwanych exonami. Tworzą
one coś na kształt słów w zdaniu. Aby matce naturze się nie pozajączkowało to
każde słowo oddzielone jest od drugiego swoistą spacją zwaną intronem.
I teraz uwaga, uwaga! Badacze pierwotniaków zwanych
wiciowcami odkryli, że liczba i układ intronów w ich genach, jako żywo
przypomina ten, który nosi w sobie każdy człowiek.
Wiciowiec to piękne żyjątko wodne, którego mnóstwo w
oceanach. Ma kształtną główkę i jedną lub kilka wici, dzięki którym się porusza
napadając na bakterie, żywiąc się nimi. Pomimo podobnego do ludzkiego, zapisu
słów w jego genetycznym tekście, nijak nie przypomina żadnego z nas.
To jak to w końcu jest z tymi złymi lub dobrymi genami?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz