Aleksander
Wielki, zwany także Macedońskim…
Tak, ten właśnie, który podbił cały starożytny świat i wszędzie gdzie mógł budował miasta nazywane od jego imienia – Aleksandriami.
Gdy już zdobył całą Persję, nie widzieć czemu dopadła go miłość. Co najdziwniejsze, Aleksander który od najmłodszych lat gustował w chłopcach, zakochał się w kobiecie!
Roksana, bo takie miała imię – córka władcy Baktrii miała dziką naturę i dzikie spojrzenie.
Kronikarze tego nie odnotowali lecz można z pewnością założyć, że jej spojrzenie było głębokie, czarne i wilgotne. Wiadomo, że to w oczach mieszka dusza ludzka i to ona przemówiła do Aleksandra, gdyż Roksana po grecku mówić nie umiała.
Król – zdobywca, bezwzględny dla swojej armii i okrutny dla wrogów stał się nagle miękki i czuły. Patrząc w jej czarne oczy wyznał miłość, a jako że był człowiekiem szybkim w działaniu, natychmiast ogłosił ją swoją żoną. Tak, tak wiem – nieco to barbarzyńskie ale takie to były czasy i coś takiego jak savoir vivre nie został jeszcze wymyślony.
Niestety nie żyli długo i nie żyli też szczęśliwie. Ich jedyny syn (z resztą też Aleksander) został krótko po śmierci tatusia przeniesiony przez życzliwych na drugi świat…
Dzisiaj pozostała nam legenda o wielkim władcy, ruiny paru miast ale co najważniejsze - pamięć o ciemnych oczach Roksany i nie gasnąca tęsknota za jej głębokim, czarnym spojrzeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz